Patryk Napiórkowski-wywiad

Patryk Napiórkowski w sezonie 2016/2017 występował w pierwszoligowej Victorii PWSZ Wałbrzych.  

Po zakończeniu rywalizacji ligowej zadaliśmy kilka pytań atakującemu wałbrzyskiej drużyny.

VolleyFlash: Jakbyś podsumował sezon w wykonaniu Victorii PWSZ Wałbrzych?

Patryk Napiórkowski: Myślę że był to sezon niewykorzystanych szans, ale i cennej nauki. Przed sezonem mieliśmy postawiony cel jakim był awans do ósemki, chyba żaden z nas nie zakładał gry o utrzymanie w lidze. Stworzyliśmy fajną ekipę, która ciężko pracowała na treningach, nikt się nie oszczędzał, każdemu z nas zależało na dobrym wyniku. Wydaje mi się, że gdyby udało się zwyciężyć w pierwszym meczu w Nysie, a byliśmy blisko takiego rezultatu, to wszystko potoczyłoby się inaczej, jednak teraz możemy tylko gdybać. Pierwsza runda nie była dla nikogo z nas przyjemna, to był ciężki okres zarówno dla nas zawodników, dla sztabu, dla całego klubu. Po serii porażek udało się przełamać złą passę, a gdy już było wiadomo, że będziemy grać z Częstochową mecze o utrzymanie w I lidze, pokazaliśmy charakter i wyszliśmy z nich zwycięsko.

Faza play-out to pięć zacięty pojedynków. Do samego końca toczyła się walka o utrzymanie w I lidze.

PN: Zgadza się. W tych meczach panował inny rodzaj stresu, staliśmy pod ścianą: albo wygrywamy i zostajemy w lidze, albo przegramy i klub spada do II ligi. To był trudny moment, bo żaden z nas nie chciał żeby tak się stało. Nikt nie chce mieć wpisane do siatkarskiego CV spadku klubu z ligi. W każdym meczu drużyny dawały z siebie wszystko, na pięć rozegranych spotkań trzy zakończyły się po pięciosetowym pojedynku. Wygraliśmy tą rywalizację „zespołowością”, pokazaliśmy charakter, wykazaliśmy się spokojem i opanowaniem w trudnych momentach, a tego brakowało we wcześniejszych spotkaniach. Przede wszystkim pokazaliśmy, że w drużynie każdy jest ważny. Trener mógł na nas liczyć – każdy kto wszedł na boisko wnosił do gry najlepsze co posiada. Uważam, że te spotkania bardzo mocno wpłynęły na mnie i dzięki nim dużo się nauczyłem.

Który mecz fazy play-out był dla Ciebie najtrudniejszy lub najbardziej zapadł Tobie w pamięć?

PN: Dla mnie najtrudniejszy był czwarty mecz, który graliśmy u nas, w Wałbrzychu . Po przegranej dzień wcześniej byłem bardzo naładowany i chciałem w zasadzie od razu zagrać kolejne spotkanie. Mecz przez pierwsze dwa sety był pod naszą absolutną kontrolą, ale podobno jest takie przysłowie, że kto nie wygrywa 3:0, przegrywa 2:3. Od spadku do drugiej ligi dzieliły nas dwa punkty. W końcówce pokazaliśmy jednak charakter. Skończony atak, dwa fantastyczne bloki i kontra. Myślę, że to był przełomowy moment i do Częstochowy na piąty mecz jechaliśmy pozytywnie nakręceni.

Jaka jest różnica między Patrykiem Napiórkowskim z początku sezonu a tym z jego końca- czego się nauczyłeś?

PN: Uważam, że w tym roku nauczyłem się najwięcej, bo i najwięcej grałem. Wychodzę z założenia, że żadna ilość godzin treningu nie zastąpi jednego meczu, grania przed kibicami. Do tego dochodzi jeszcze stres towarzyszący różnym sytuacjom meczowym, większa odpowiedzialność za to co się robi. Dzięki współpracy z trenerem i cała grupą zrobiłem duży krok do przodu. Poprawiłem parę elementów technicznych, ale przede wszystkim zrobiłem duży krok w rozwoju mentalnym. Tutaj kluczową rolę odegrała drużyna, trener i Gosia (psycholog zespołu) z którą miałem okazję współpracować. Czułem wsparcie na każdym kroku, i to mnie budowało.

Który mecz tego sezonu uważasz za swój najlepszy?

PN: Na pewno będę miło wspominał mecz przeciwko Sanokowi, w którym udało mi się zdobyć 38 punktów. To był też pierwszy mecz gdzie wyszedłem w pierwszym składzie i bardzo się cieszę, że tak zacząłem. Ale za swój najlepszy mecz uważam ten z Norwidem w 2.rundzie, ponieważ czułem w nim się niezwykle pewnie na boisku.

Jak oceniasz Wałbrzych pod kątem „gry w siatkówkę”?

PN: Przede wszystkim Wałbrzych dysponuje nowoczesną halą, chyba najlepszą w I lidze, która może pomieścić dużą ilość kibiców. Jako zawodnicy mamy dużą swobodę gry, nie musimy martwić się że piłka trafi w sufit jak ma to miejsce w innych halach, mamy też dużo miejsca do obrony. Oprócz tego jest jeszcze mniejszy obiekt – Hala Wałbrzyskich Mistrzów gdzie rozgrywaliśmy sparingi, oraz na co dzień grają drużyny młodzieżowe Victorii. Pod tym względem jest to idealne miejsce do gry. Jeżeli chodzi o klub, to tworzą go ludzie, którzy dbają o to żebyśmy czuli się w Wałbrzychu jak najlepiej. Klub mocno zaangażowany jest w szkolenie młodzieży, prowadzi grupy młodzików, kadetów, juniorów jak również zajęcia dla najmłodszych w których często uczestniczyliśmy. Victoria Wałbrzych daje również szansę gry wychowankom klubu m.in. Sebastianowi Zielińskiemu, Pawłowi Olszewskiemu, w tym sezonie do drużyny dołączył przyjmujący Marcin Dereń, który występował równocześnie w juniorskim zespole. W niewielu zespołach się to zdarza.

Czy po treningu masz jeszcze siłę żeby oglądać mecze siatkówki np. Plusligi czy lig zagranicznych?

PN: Szczerze mówiąc rzadko oglądam siatkówkę w domu, momentami czuję przesyt. Czasem jednak lubię obejrzeć mecz, który w jakimś stopniu gwarantuje dobre widowisko, albo jest o większą stawkę.

Co daje młodym zawodnikom, takim jak Ty gra w I lidze?

PN: Tak jak mówiłem wcześniej uważam że najwięcej można nauczyć się grając, a nie stojąc w kwadracie. Mecz jest okazją do zbierania doświadczenia, oraz sprawdzenia swoich umiejętności w sytuacjach, których nie da się stworzyć na treningu.

Lepiej oglądać mecze z kwadratu ale być w Pluslidze, czy grać w I lidze?

PN: To jest trudne pytanie i ciężko mi mówić o jakiś „radach”. Ja uważam, że więcej mi dały dwa ostatnie sezony, niż dwa jeszcze wcześniejsze. Olsztyn uważam za taki etap wprowadzenia, miałem wtedy okazję sprawdzić się jak wypadam na tle naprawdę klasowych zawodników. Jednak z czasem to przestaje wystarczać i pojawił się głód gry. A ten sezon spędzony w Wałbrzychu tylko pokazał, jak bardzo można się zmienić po prostu grając. Ale tak jak mówiłem to jest tylko moja opinia i opowiadam o swoich doświadczeniach.

Miałeś okazję grać w rozgrywkach Młodej Ligi, Pluslidze teraz w I lidze, jakie widzisz różnice między rozgrywkami?

PN: Rzeczywiście miałem okazję grać we wszystkich wspomnianych rozgrywkach. Młoda Liga trochę zmieniła swój kształt od czasu, kiedy ja w niej grałem. Jest ona miejscem, w którym grają młodzi zawodnicy, nabywają doświadczenia a czasem dostają szansę gry w Pluslidze, w pierwszym zespole. Dla mnie najbardziej odczuwalną różnicą między Plusligą a 1.ligą jest medialność. Plusliga jest mocno promowana, do tego pokazywana w telewizji co na pewno wpływa na postrzeganie zespołu na tym szczeblu rozgrywek. W 1.lidze pojawiły się transmisje internetowe, ale one nie są w stanie przyciągnąć tak dużej liczy ludzi. Jeśli chodzi o trening, to zależy tak naprawdę od trenera i możliwości zespołu, a nie tego w którym miejscu się znajduje, czy to I liga, czy Młoda Liga czy też Plusliga.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.
Rozmawiała Joanna Gala, volleyflash.pl

Źródło: portal volleyflash.pl